piątek, 14 czerwca 2013

Ważne!

Chciałam was przeprosić, że długo nie było następnego rozdziału. Po prostu nie miałam czasu. Mam nadzieję, że zrozumiecie, jeżeli ktoś to w ogóle czyta. Niestety na razie go nie będzie, gdyż tymczasowo go zawieszam, ponieważ aktualnie rozkręcam mojego drugiego bloga. Tego postaram się zakończyć w wakacje ;)
Pozdrowionka dla wszystkich
Faith
PS. Zmieniłam swoją nazwę na potrzeby Don't trust strangeres ale to dalej ja :D

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział szósty

- Chciałabym wam przedstawić nowego kolegę w klasie - powiedziała nauczycielka, gdy wszyscy się uspokoiliśmy - To jest Artur Raven. Może opowiesz nam coś o sobie?
- No więc - zaczął - jestem nowy w tym pięknym i osobliwym mieście. Mój tata jest jest anglikiem,a mama polką. Wcześniej mieszkałem w Cardiff, ale moi rodzice postanowili się przeprowadzić. I oto stoję przed wami i nie mogę się napatrzeć, jakie te polki są śliczne - popatrzył na mnie, ale ja odwróciłam wzrok.
- Dobrze - powiedziała mgr. Lucik - to może usiądź koło Moniki.
Aż się zachłysnęłam oddechem.
- Ale... ale ja siedzę z Anią! - zaprotestowałam.
- To jak Ania wróci usiądzie z Kamilem - Ania została zwolniona z tej lekcji przez wychowawczynię.
- Ale czemu on nie może usiąść z Kamilem?
- Ponieważ wy się już chyba znacie i będzie mu łatwiej przystosować się do nowej klasy.
- Ale... - próbowałam zaprotestować, ale ona mi przerwała:
- Co ty się go tak boisz? On nie gryzie! Zobacz, jaki ma słodki uśmieszek! Nie musisz się go bać!
Cała klasa wybuchnęła śmiechem, a ja zazgrzytałam zębami. Artur podszedł do mojej ławki i usiadł, a każdy jego ruch śledziła cała żeńska część klasy. Poczułam na sobie jego wzrok.
- Co się tak gapisz? - warknęłam.
- Zastanawiam się, ile jeszcze wytrzymasz - szepnął.
- Dłużej niż myślisz.
- Czyżby? - przysunął się do mnie.
- A mógłbyś się z łaski swojej ode mnie odczepić? - spytałam głosem ociekającym jadem.
- Monika i Artur! - przerwała swój monolog nauczycielka - Na randki to po lekcji!
Zaczerwieniłam się nie do końca wiedząc, czy ze złości, czy ze wstydu. Spróbowałam protestować, lecz zagłuszyli mnie chłopcy, którzy wybuchnęli śmiechem. Przypominali mi trochę małpy z zoo.



Dziewczyny natomiast rzucały mi mordercze spojrzenia.
- Proszę się natychmiast uspokoić! - krzyknęła pani Lucik. W sali zapadła cisza. No tak. Wszyscy się jej bali. Odsunęłam się najbliżej rogu i jednocześnie najdalej Artura. Na szczęście od do końca dnia się do mnie nie odezwał.


Dodaje kolejny rozdział, gdyż ostatnio mam dużo czasu i wolną chatę ;)
komentujcie proszę, bo wtedy widzę, że ktoś to czyta i mam
motywację do dodania kolejnej części.

sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział piąty


-Monia! Cześć! - przywitały mnie dziewczyny.
- Co ci? - spytała Magda widząc moją minę.
-  Ten dupek znowu zaatakował. Tyle, że zamiast we mnie, na cel wziął sobie moich rodziców - wyjaśniłam - Oni wierzą bardziej jemu niż mi! On chce mi życie zrujnować! Dobrze, że jeszcze was nie dopadł.
- Kto kogo nie dopadł? - usłyszałam za plecami znienawidzony głos. Powoli odwróciłam się i stanęłam oko w oko z Arturem.
- A co ty tu do jasnej cholery robisz? - spytałam zdziwiona. Miałam nadzieję, że chociaż w szkole się od niego uwolnię.
- Hmm... No wiesz... Chyba chodzę tu do szkoły - posłał mi promienny uśmiech na co ja odpowiedziałam bykiem - A twoje koleżanki zawsze są takie?
-Jakie? - zdziwiłam się. Dopiero teraz zauważyłam ,że każda z nich miała otwartą buzię i zachwyconą twarz zwróconą w Artura. Pomachałam im przed oczami.
- Halo ziemia do was?
-Kto... kto to jest? - spytała cicho Ania.
- To jest ten IDIOTA o którym wam opowiadałam - odpowiedziałam kładąc szczególny nacisk na słowo ,,idiota".
- On jest... - zawahała się szukając właściwego słowa. Nie zdążyła bo odezwała się Agata i dokończyła za nią:
- Przepiękny.
- Tak, tak - odezwała się Ania - Cudowny.
- Idealny - dodała Zosia.
- Dokładnie - rzekła Magda.
- No- powiedziała Marta.
Zrobiłam facepalm, a on tylko się zaśmiał i rzekł:
- Wy też jesteście przepiękne - podszedł do Marty ku zdziwieniu pozostałych - Ten śliczny nosek - pochylił się do Zosi - Ten promienny uśmiech - odwrócił się do Agaty - Te piękne oczy - podszedł do Ani - Te długie, lśniące włosy - zwrócił się do Magdy - Te białe, śliczne ząbki. Jesteście wprost idealne.
Dziewczyny gapiły się na niego, jakby był aniołem, a we mnie aż się gotowało.
- Dobra, dość tych gierek - rzekłam chłodno - Idź sobie do swojej klasy.
-Ale to jest moja klasa!
Zamurowało mnie. ON?! On w MOJEJ klasie?! Przecież on mi życie zrujnuje! Próbowałam mu to wykrzyczeć prosto w twarz, lecz zdołałam tylko wukrztusić:
-CO?!
- Ale się ucieszyłaś - zaśmiał się Artur. Koło mnie dziewczyny zaczęły skakać i piszczeć z radości. Nigdy nie widziałam, że jeden chłopak tak im zakręcił w głowie. Nawet Robert - największe ciacho w szkole - nie wywoływał u nich takiej reakcji. Gapiłam się raz na nie, raz na Artura i nie mogłam tego zrozumieć. Na szczęście zadzwonił dzwonek, pani przyszła i wpóściła nas do klasy.




No i mamy kolejny rozdział. Komentujcie proszę ;)

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział czwarty

- Co?! Mam przepraszać tego palanta, że się na niego wydarłam, gdy wsadził mi rękę pod bluzkę?!
- Nie mów tak na niego. Artur jest...
- Tak wiem jaki jest! - wrzasnęłam. Miałam już dość tego, że właśni rodzice mi nie wierzą. Oto jak ten dupek okręcił sobie ich wokół palca. W tej chwili miałam ochotę go rozszarpać.
- To przynajmniej bądź dla niego milsza. Zrób to dla nas - powiedzieli i wyszli.


***
- Co cię napadło? - spytał tata, gdy goście już poszli.
- Miałam pozwolić, by jakiś zboczeniec mnie macał?! - powtórzyłam po raz kolejny tego wieczoru.
- Musiałaś się pomylić! Może to była poduszka.
- Chyba umiem rozróżnić rękę od poduszki!
- No to na pewno jest inne wytłumaczenie. Artur jest...
- Za grzeczny, żeby coś takiego zrobić - przerwałam im - tak wiem!
- Ale to nie zmienia faktu,że powinnaś go przeprosić. Wiesz, jaką on miał minę? Biedaczek...





Artur:



Monika:


Rodzice Moniki:


Przyjaciółki Moniki (Magda, Agata, Ania, Zosia,Marta)















Brat Moniki (Marcin):


Wychowawczyni dziewczyn mgr. Lucik:



Wiem, że ten rozdział jest krótki, ale są zdjęcia, tak jak obiecałam. Następny będzie  dłuższy. :)
Komentujcie to dla mnie ważne :D

czwartek, 21 marca 2013

Rozdział trzeci

***
-A pamiętasz ten moment gdy...
-No, a potem było to...
-To było genialne!
-Ta.. Tyle, że oczywiście Marta musiała to zniszczyć!
-Ej no! Nie moja wina, że to było nudne!
Wychodząc z kina trajkotałyśmy jak najęte. Nic dziwnego. Nasz ukochany aktor grał rolę główną. Czekałyśmy na ten film tak długo! Nawet kiedy się żegnałyśmy czułam, że nic  nie zmąci mojego szczęścia. Niestety myliłam się. Wchodząc do pokoju, stanęłam jak wryta. Zobaczyłam tam bowiem nikogo innego niż mojego ukochanego nowego sąsiada.
-Co ty tu robisz? - spytałam oschle. Odwrócił się.
-O! Cześć! jak ostatnio się widzieliśmy nie zdążyłem się przedstawić. Jestem Artur - powiedział i wyciągnął rękę. Ja dalej mocni zaskoczona podniosłam dłoń by się z nim przywitać i to był mój błąd. Artur podszedł do mnie i podstawił mi nogę, a ja używając ostatniej deski ratunku, złapałam się go mocno.
-Znamy się dopiero parę minut, a ty już na mnie lecisz - zaśmiał się. Odepchnęłam go mocno i głośno wyraziłam swój sprzeciw.
-Chyba w twoich snach! A teraz wynoś się z mojego pokoju!
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, księżniczko - zachichotał - le wiedz, że się jeszcze spotkamy.
Mrugnął do mnie i wyszedł. Niestety miałam dziś pecha, bo po chwili zawołała mnie mama. Odetchnęłam głośno parę razy, by się uspokoić. Przywołałam na swojej twarzy sztuczny uśmiech i weszłam do salonu. Moim oczom ukazał się widok jak z obrazka. Artur i jego rodzice siedzieli na kanapie. Natomiast moi na fotelach. Widać, ze dobrze się dogadywali. Na ich twarzach gościły uśmiechy. Wprost idealny podwieczorek. Wkurzyło mnie to, lecz nie dałam sobie tego po sobie poznać. Chciałam dosunąć sobie sofę, jednak Artur powiedział:
-Chodź tutaj! Posunę się - uśmiechnął się. oczywiście udawał idealnego syneczka. Zacisnęłam zęby ze złości i ze sztucznym uśmiechem usiadłam sztywno koło niego. Rodzice powrócili do rozmowy, a on położył mi rękę na kolanie. Była niesamowicie ciepła i delikatna.  Ze wstrętem odrzuciłam tę myśl i strzepnęłam rękę.
-Jak to traktujesz gościa? - szepnął mi do ucha.
-Tak jak na to zasłużył - uśmiechnęłam się słodko.
-Uuu... Jaka drapieżna kocica!
-Daruj sobie. Nie uda ci się.
-Ja nigdy nie przegrywam.
-Tym razem przegrasz. 
-Czyżby? - szepnął i pochylił się w moja stronę. Poczułam jak wsadza mi rękę pod bluzkę i głaszcze po plecach. Tego juz było za wiele. Błyskawicznie wstałam i krzyknęłam.
-Jak śmiesz! ty deblu! Nienawidzę cię! - krzyknęłam i nie zwracając uwagi na cisze, którą wywołałam, pobiegłam do swojego pokoju, głośno trzaskając drzwiami.



A więc macie rozdział trzeci. Chciałam dodać jeszcze zdjęcia, ale tata grozi, że mi wyłączy komputer więc postaram się kiedy indziej je dać. Przepraszam, że tak żadko dodaje rozdziały, ale po prostu moi rodzice są dość surowi ;)

środa, 27 lutego 2013

Rozdział drugi



***
-Wiecie, że mamy nowych sąsiadów? - powiedział tata, gdy usiedliśmy razem przy stole. Mruknęłam z niezadowoleniem. Miałam nadzieję, że skończy temat,lecz moja mama zniweczyła te nadzieje.
-O! Naprawdę? - spytała - A gdzie?
- Do mieszkania tych anglików z góry. Pogadałem z nimi trochę przed domem. Są całkiem sympatyczni. Zaprosiłem ich jutro na pogawędkę.
Zakrztusiłam się zupą. Mama natychmiast zareagowała klepiąc mnie po plecach. Kiedy w końcu udało mi się wziąć oddech, wychrypiałam:
- Co?!
- Mają syna w podobnym wieku co Moniczka - ciągnął tata, nie zauważając mojego oburzenia - Może ci się spodoba? - rzekł ze śmiechem. Rzuciłam mu mordercze spojrzenie, wzięłam talerz z zupą i poszłam do pokoju. Zaczęłam się zastanawiać jak by tu wybrnąć z tego podwieczorku. W końcu wymyśliłam.
***
- Mamo! mogę iść jutro do kina z dziewczynami? - spytałam ją wieczorem.
- A o której?
- No... gdzieś tak około 15.
- Ale wtedy przecież przyjdą ci nowi sąsiedzi!
- Trudno. Mamo! proszę!- zrobiłam oczka jak Kot w Butach ze Shreka - Przecież będzie czas poznać ich później  - nie zamierzałam mówić jej, że wcale nie chce ich poznawać.
- Och... No dobrze.
- Dzięki! Dzięki! Dzięki! Dzięki! Dzięki! - rzuciłam się mamie na szyje.




No to mamy rozdział 2. Przepraszam, ze tak długo, ale jakoś nie było czasu. I wiem, że trochę krótki.Kolejny będzie dłuższy. Zapraszam do komentowania to dla mnie wiele znaczy. :)
Postanowiłam dodawać też zdjęcia. A zdjęcia bohaterów postaram się dodać w kolejnym rozdziale.

sobota, 16 lutego 2013

Rozdział pierwszy




- Córciu! Idź powiesić pranie na strychu!
Ugh... No tak... Tylko moja matka jest tak szalona, żeby kazać mi w środku zimy wieszać pranie na strychu, gdzie jest -10 stopni. Ale cóż... Pokornie poszłam do przedpokoju. Wcisnęłam pierwsze lepsze buty nawet ich nie zapinając. Założyłam za dużą bluzę taty i wyszłam z miską pełną prania. Poszłam na górę, otworzyłam strych i zaczęłam wieszać pranie. Gdy skończyłam, Wzięłam miskę i wyszłam ze strychu, zamykając głośno drzwi. Na zakręcie schodów szybko się odwróciłam i nagle wpadłam na kogoś. Straciłam równowagę, lecz ,,ktoś" mnie podtrzymał. Zobaczyłam, że miał czarne conversy, spodnie z dziurami lekko za ciasne jak dla niego i niebieską bluzę. Powoli podnosiłam wyżej głowę. Pierwsze na co zwróciłam uwagę  były jego ogromne zielone tęczówki. Od razu mi się spodobały. Jednak kiedy zauważyłam resztę jego twarzy, krew się we nie zagotowała. Owszem był niezwykle przystojny, ale to nie to spowodowało moje odczucie. A mianowicie jego kpiący uśmiech. Próbowałam się wyrwać, lecz on dalej mnie trzymał.
- Czego chcesz? - warknęłam oschle.
- O! Jakie miłe powitanie dla nowego sąsiada!
- Nowego co?! - zbił mnie z tropu.
- Nowego sąsiada - powtórzył jakbym była nierozumna.
- O! a więc może jako nowu sąsiad w koncu mnie puścisz?
tym razem puścił. Szybko go wyminęłam i biegiem zeszłam po schodach.
- Fajne ubranka! - krzyknął za mną i zaśmiał się. Zignorowałam go. Wparowałam do domu, Ściągnęłam z siebie buty mamy i bluzę taty i pognałam do pokoju, nie zwracając uwagi na zdziwione spojrzenia pozostałych domowników.



I mamy pierwszy rozdział. Kolejne postaram się dodać jak tylko będę mogła. Komentujcie czy wam się podobał czy nie to dla mnie ważne :)

czwartek, 17 stycznia 2013

Nasza pierwsza opowiastka :) miłej lektury!( imiona postaci są przypadkowe)
- Oj, proszę cię! Chodź ze mną na lodo!
- Monika! Mówiłam ci! Nie chce mi się!
- Oj, no weź! Nie chce iść sama!
- Przecież będzie tam twoja kuzynka!
Zamyśliłam się.
- Ale możliwe, że nie będzie mogła przyjechać!- odpowiedziałam po chwili. Aga westchnęła.
- Ok, postaram się, ale niczego nie obiecuję!
Rzuciłam jej się na szyję.
- Och dziękuję, dziękuję, dziękuję!
- Tak wiem. Też cie kocham. Zobacz moja mama.
Wsiadłyśmy do samochodu.
" Może ten dzień nie będzie aż taki zły" pomyślałam.
***
" Sorry, ale jednak nie mogę iść na lodo :("
Wpatrywałam się w ekran komórki.
" No weź! Czemu?"
" Mój brat źle się czuje i muszę z nim zostać :("
Uhhh... No jasne. Trudno. Klaudia i jej koleżanki miały przyjść. Zawsze coś.
***
- Co się tak uśmiechasz?- zapytała moja kuzynka. Jak tylko weszłam na lód na mojej twarzy zakwitł uśmiech. Bo ON tam był.
- A tak po prostu.
- Jasne. Który to?
- Ten co stoi na środku.
- Niezły- Klaudia uśmiechnęła się uwodzicielsko- Jak ma na imię?
- Robert. Ale ja i moje przyjaciółki nazywamy go Robi.
- Robi? Serio?- uniosła brwi- Zresztą nieważne. Chodź pojeździć.
Ja jechałam tyłem przed Klaudią i gronem jej koleżanek. Momentalnie podchwyciły przezwisko i darły się na całe lodowisko. Po pół godzinie stwierdziły, że muszą się napić i zaszły z tafli. Ja zostałam. Jeździłam wokół, a potem się zatrzymałam i pustym wzrokiem wpatrywałam się w zegar.
- Uwaga!- wrzasnął ktoś, ale zanim zdążyłam się odwrócić straciłam przytomność.
***
- Monia? Słyszysz mnie?
Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku, a wokół stali jacyś ludzie. Zaraz ja ich znam! Mama, tata, mój brat, Aga, Asia, Maja, Zuzia, Maja i... Robert?
- Cześć- powitał mnie jakbyśmy znali się od zawsze- Jak się czujesz?
Mój tata rzucił mu mordercze spojrzenie.
- Gdzie ja jestem?- zapytałam jak kompletna idiotka.
- W szpitalu. A wiesz dlaczego? Bo ten tutaj jegomość, wpadł na ciebie na lodowisku i złamał ci rękę!- powiedziała Aga wskazując palcem Roberta. W jej oczach była wściekłość.
- Ale jak to? Kiedy?
- Byłaś wczoraj na lodowisku?
- Ja... nie pamiętam.
- No to teraz wiesz, że byłaś. A on...
- To był wypadek przysięgam! Nie widziałem cię!- popatrzyła na mnie błagalnie. Jego oczy były tak cudownie brązowe.
- Ok- odezwała się Asia- Kto idzie na kawę?
Z pokoju wyszli wszyscy, oprócz Agi i Roberta, którzy mierzyli się wściekłym wzrokiem. Rzuciłam jej błagalne spojrzenie. Odwróciła się na pięcie, ale zatrzymała się przy drzwiach i powiedziała do Roberta:
- Obserwuje cię- i wyszła.
- Więc- zaczęłam- co się właściwie stało?
Robert opowiedział mi wszystko: to jak jechał tyłem, jak na mnie wpadł, jak straciłam przytomność i jak moja kuzynka zadzwoniła do moich rodziców i na pogotowie. I o tym jak wziął mnie na ręce i wyniósł z lodowiska. Kiedy skończył przybrał skruszony wyraz twarzy.
- Wybacz. Naprawdę mi przykro.
Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, kiedy do pokoju wpadła pielęgniarka.
- No Romeo, twoja dziewczyna musi odpocząć.
- To nie jest moja...
- Jakie to ma znaczenie?! Tak czy inaczej potrzebuje snu!- krzyknęła pielęgniarka i wyprowadziła Roberta z pokoju.
- To na razie- rzucił pospiesznie.
- Cześć.
Dopiero teraz poczułam jak bardzo jestem senna.
***
W szpitalu zostałam jeszcze 2 dni na obserwacji, potem wróciłam do szkoły. We wtorek na długiej przerwie, jak zwykle poszłam pogadać z przyjaciółmi. Śmialiśmy się kiedy poczułam, że ktoś puka mnie w ramię. Odwróciłam się. To był Robert.
- Mogę ci się podpisać na gipsie?- zapytał. Jego uśmiech był taki cudowny.
- Jasne.
Podniosłam rękę, a Robert delikatnie ją ujął i napisał " Zdrowia ;) Robert".
- Jak się czujesz?
- W porządku.- wszystko wokół zniknęło. Widziałam tylko jego oczy koloru czekolady.
- To fajnie.
Patrzyliśmy na siebie jak zaklęci. Nagle zadzwonił dzwonek.
- Musze iść na lekcje- powiedziałam.
- To cześć.- pożegnał się, ale nie ruszył się z miejsca. Ja tez nie.
***
- Co robisz?- szepnął mi do ucha.
- Oglądam zdjęcia. Spójrz- pokazałam mu małą kartkę papieru zawierającą tyle wspomnień- to jeszcze z gimnazjum. Wtedy jeszcze nie sądziłam, że dożyje tak podeszłego wieku.
- Przestań! Masz dopiero 25 lat wszystko przed tobą!- obrócił mnie do siebie i pocałował. Jak zwykle przeszył mnie gorący dreszcz w okolicach kręgosłupa.
- Monia, muszę cie o coś zapytać.- powiedział, patrząc mi w oczy. Wstrzymałam oddech. Uśmiechnął się gdy wyciągał z kieszeni małe czerwone pudełeczko. Kiedy je otworzył, zobaczyłam śliczny pierścionek z cyrkonią.
- Kochanie wyjdziesz za mnie?
- Tak!- krzyknęłam i pocałowałam go jak jeszcze nigdy dotąd.