środa, 27 lutego 2013

Rozdział drugi



***
-Wiecie, że mamy nowych sąsiadów? - powiedział tata, gdy usiedliśmy razem przy stole. Mruknęłam z niezadowoleniem. Miałam nadzieję, że skończy temat,lecz moja mama zniweczyła te nadzieje.
-O! Naprawdę? - spytała - A gdzie?
- Do mieszkania tych anglików z góry. Pogadałem z nimi trochę przed domem. Są całkiem sympatyczni. Zaprosiłem ich jutro na pogawędkę.
Zakrztusiłam się zupą. Mama natychmiast zareagowała klepiąc mnie po plecach. Kiedy w końcu udało mi się wziąć oddech, wychrypiałam:
- Co?!
- Mają syna w podobnym wieku co Moniczka - ciągnął tata, nie zauważając mojego oburzenia - Może ci się spodoba? - rzekł ze śmiechem. Rzuciłam mu mordercze spojrzenie, wzięłam talerz z zupą i poszłam do pokoju. Zaczęłam się zastanawiać jak by tu wybrnąć z tego podwieczorku. W końcu wymyśliłam.
***
- Mamo! mogę iść jutro do kina z dziewczynami? - spytałam ją wieczorem.
- A o której?
- No... gdzieś tak około 15.
- Ale wtedy przecież przyjdą ci nowi sąsiedzi!
- Trudno. Mamo! proszę!- zrobiłam oczka jak Kot w Butach ze Shreka - Przecież będzie czas poznać ich później  - nie zamierzałam mówić jej, że wcale nie chce ich poznawać.
- Och... No dobrze.
- Dzięki! Dzięki! Dzięki! Dzięki! Dzięki! - rzuciłam się mamie na szyje.




No to mamy rozdział 2. Przepraszam, ze tak długo, ale jakoś nie było czasu. I wiem, że trochę krótki.Kolejny będzie dłuższy. Zapraszam do komentowania to dla mnie wiele znaczy. :)
Postanowiłam dodawać też zdjęcia. A zdjęcia bohaterów postaram się dodać w kolejnym rozdziale.

sobota, 16 lutego 2013

Rozdział pierwszy




- Córciu! Idź powiesić pranie na strychu!
Ugh... No tak... Tylko moja matka jest tak szalona, żeby kazać mi w środku zimy wieszać pranie na strychu, gdzie jest -10 stopni. Ale cóż... Pokornie poszłam do przedpokoju. Wcisnęłam pierwsze lepsze buty nawet ich nie zapinając. Założyłam za dużą bluzę taty i wyszłam z miską pełną prania. Poszłam na górę, otworzyłam strych i zaczęłam wieszać pranie. Gdy skończyłam, Wzięłam miskę i wyszłam ze strychu, zamykając głośno drzwi. Na zakręcie schodów szybko się odwróciłam i nagle wpadłam na kogoś. Straciłam równowagę, lecz ,,ktoś" mnie podtrzymał. Zobaczyłam, że miał czarne conversy, spodnie z dziurami lekko za ciasne jak dla niego i niebieską bluzę. Powoli podnosiłam wyżej głowę. Pierwsze na co zwróciłam uwagę  były jego ogromne zielone tęczówki. Od razu mi się spodobały. Jednak kiedy zauważyłam resztę jego twarzy, krew się we nie zagotowała. Owszem był niezwykle przystojny, ale to nie to spowodowało moje odczucie. A mianowicie jego kpiący uśmiech. Próbowałam się wyrwać, lecz on dalej mnie trzymał.
- Czego chcesz? - warknęłam oschle.
- O! Jakie miłe powitanie dla nowego sąsiada!
- Nowego co?! - zbił mnie z tropu.
- Nowego sąsiada - powtórzył jakbym była nierozumna.
- O! a więc może jako nowu sąsiad w koncu mnie puścisz?
tym razem puścił. Szybko go wyminęłam i biegiem zeszłam po schodach.
- Fajne ubranka! - krzyknął za mną i zaśmiał się. Zignorowałam go. Wparowałam do domu, Ściągnęłam z siebie buty mamy i bluzę taty i pognałam do pokoju, nie zwracając uwagi na zdziwione spojrzenia pozostałych domowników.



I mamy pierwszy rozdział. Kolejne postaram się dodać jak tylko będę mogła. Komentujcie czy wam się podobał czy nie to dla mnie ważne :)